XXVI Muzyka w Sandomierzu - relacje
Tegoroczną XXVI. edycję Festiwalu Muzyka w Sandomierzu można by określić mianem (przynajmniej większość koncertów) "cztery struny świata". Różnorodność prezentowanych artystów, z których każdy wyrastał z korzeni muzyki klasycznej, sięgała zarówno przestrzeni geograficznych (Azja, Indie, Afryka, Hiszpania) jak i poszukiwań muzycznych, dookreślających indywidualny rozwój artystyczny. I tak pierwszego dnia mogliśmy usłyszeć Roby Lakatosa – wirtuoza skrzypieć, do niedawna flagową postać wytwórni Deutsche Grammophon, dla której nagrał XIX mistrzów. Klasyka, w tym w całości zagrany po mistrzowsku "Skrzypek na dachu' bez wątpienia, choć "nuta w nutę" utrzymany był w tonie cygańskich taborów, wzmocnionych przez towarzyszący zespół. Wielowiekowe muzykowanie cyganerii węgierskiej odbijało się echem na scenie. Zapewne ta muzyczna wolność interpretacyjna dała Lakatosowi przydomek "diabeł skrzypiec".
Gdyby Marii Pomianowskiej zabrano instrumenty strunowe (w tym odtworzoną przez nią sukę biłgorajską) znalazłaby patyk, kamień, odszukałaby monastyr i klasztor, usłyszałaby dźwięki "zapomniane" i zakodowała "zasłyszane".... a wszystko po to, by wskrzesić uniwersalność muzyki, jedyny język zrozumiały dla wszystkich. Wszystko po to, by scalić oberek z bębnami afrykańskimi, usłyszeć rytmiczność w różnorodności. Wszystko po to, by udowodnić,że granice instrumentalne, kulturowe, geograficzne są tylko pozorne, że Chopina czują na każdym kontynencie. Otwartość, czujna obserwacja i wrażliwość zdominowały i nadały kształt Pomianowskiej,nie bez powodu określanej "królową muzyki etno" To była bezkompromisowa, subtelna podróż muzyczna i fantastyczna edukacja.
Jak pisać o wybitnej orkiestrze AUKSO, jednej z najlepszych orkiestr kameralnych w Europie? Jak pisać o niespotykanej wręcz energii Vołosów? Jak opisać wibrujący dźwiękiem jeden organizm MOŚ -AUKSO- VOŁOSI? Koncert pod batutą Marka Mosia musi pozostać wspomnieniem, odczuwanym dogłębnie, niemal organicznie. Brak komentarza to uznanie dla kunsztu 28 muzyków scalonych na czas występu w jedną myśl.
Dwa delikatne instrumenty, jakimi są harfa i flet w ogrodzie Domu Długosza (wielką rolę odegrała sceneria) przeniosły publiczność do przestrzeni niemal baśniowej. Flecista Łukasz Długosz oraz harfistka Małgorzata Zalewska wykonując Bacha czy Mozarta,repertuar jakże klasyczny, oczarowali i zaczarowali współbrzmieniem instrumentów. Na uwagę zasługuje fakt, że koncert nie był nagłaśniany, by nie zaburzyć czystości dźwięków. Pełna integracja: dźwięk, światło, sceneria, publiczność.
Kolejny koncert zespołu Max Klezmer Band to tradycyjna żydowska, bałkańska linia melodyczna przerywana zabrudzonymi dźwiękami trąbki; to przemyślane improwizacje Stefana Ornisa (pianisty), kompozytora większości utworów, doskonale brzmiące z sekcją rytmiczną,trwające na tyle krótko,by w głowie pozostała wyraźna zapoczątkowana melodia. Nie było to typowe brzmienie muzyki klezmerskiej, ale oparte na wspaniałych tradycyjnych melodiach klezmerskich.
Oczywiście na festiwalu nie mogło zabraknąć chóru. Tym razem w gościnnych progach ojców Dominikanów mogliśmy usłyszeć chór Tronos z Bukaresztu. Koncert składał się z wyraźnych dwóch części: w pierwszej zostały zaprezentowane liturgiczne pieśni bizantyjskie, zaś w drugiej dominowały kompozycje współczesnych kompozytorów. Szesnastu braci, na życzenie publiczności, bisowało kilkakrotnie. Gdyby słuchacze nie byli wyrozumiali dla wykonawców do tej pory wybrzmiewałyby dźwięki głosów chóru męskiego Tronos.
Tego samego wieczoru "pod drzewem" na Rynku rozległy się dźwięki legendarnego zespołu Osjan. Prostota, oszczędność instrumentów i uwaga skupiona wokół światła – symbolicznego ogniska to znak rozpoznawczy Jacka Ostaszewskiego, od początku istnienia zespołu do koncertu pożegnalnego.
Ostatni koncert festiwalowy do miks muzyki Indii i flamenco. Niekwestionowany lider projektu, gitarzysta Michał Czachowski, od lat poszerza, uzupełnia i doświadcza różnorodności stylów muzycznych. Badania muzyczne zaowocowały ponad 10 lat temu pierwszym koncertem INDIALUCIA i właśnie temu stylowi jest wierny do dziś. Taniec flamenco w wykonaniu Agaty Teodorczyk zdecydowanie zwizualizował charakter hiszpański koncertu.
