Premiera spektaklu „W środku słońca gromadzi się popiół”

11 lutego br. w Porcie Kultury w Sandomierzu miała miejsce premiera spektaklu pt. „W środku słońca gromadzi się popiół” według scenariuszauznanego dramaturga Artura Pałygi. Przedstawienie rozpoczęło się o godzinie 17:00, a wyreżyserowała je Kamila Kremiec-Panek, prowadząca grupę teatralną Metafora przy Sandomierskim Centrum Kultury.

Sztuka rozpoczyna się tragicznym wydarzeniem – pożarem i śmiercią młodej dziewczyny, Lucy, na balkonie mieszkania. Rzecz dzieje się w południe. Towarzyszą jej dwie fantastyczne postaci – Płomyk i Iskierka. Znajdujemy bohaterkę w momencie granicznym, w przestrzeni pomiędzy śmiercią a... No właśnie. Dziewczyna jest zawieszona w nieokreślonym miejscu i czasie. Dwójka towarzyszy nie określa dokładnie jej aktualnego statusu bytowego, raczej prowokują ją do samodzielnego wnioskowania. Historia Lucy przeplata się z innymi opowieściami: o rodzicach sparaliżowanego chłopca, nadopiekuńczej matce, o kobiecie chorej na raka. Przez całą sztukę przewija się jedna konkretna pora dnia – południe. Jest to pora nasycona symboliką i konotacjami – środek dnia, kiedy słońce znajduje się w najwyższym punkcie, kiedy jest najjaśniej i wszystko widać wyraźnie.

Widoczną cechą tej sztuki jest jej „inność”. Inność, która przejawia się w formie i strukturze. Nie ma bowiem wyraźnie zaznaczonej fabuły, porządku chronologicznego i nie ma łańcucha przyczynowo- skutkowego.Nie ma również podziału na role i nie ma konkretnie zarysowanych postaci. Imiona mają tylko trzy postaci – Lucy, Iskierka i Płomyk. Reszta bohaterów to anonimowe głosy. Przestrzeń sceniczna aktów rozszerza się o widownię – aktorzy siadają obok widzów, poruszają się między rzędami, by wrócić z impetem na scenę.Dialogi, czy raczej wypowiedzi postaci są porozrywane, wyjęte spod praw gramatyki i składni. Widz sam musi tropić i wyłapywać sensy ważne i istotne. Musi, wraz z rozwojem „akcji”, niczym ptak wznosić się ponad to, co widzi i słyszy, przebić się przez tę chaotyczną warstwę, aby wtedy z dystansu popatrzeć na całość i dostrzec pewien porządek w przeplecionych między sobą historiach, by odnaleźć wspólne nici w materii opowieści. A co jest wspólnym punktem dla tych zdarzeń? Pora dnia – południe. Istota człowieczeństwa. Cierpienie i ból. Szeroko pojmowany koniec świata. I ten w wymiarze prywatnym, intymnym, wewnętrznym (duchowym), i ten w wymiarze globalnym, ogólnoludzkim, zewnętrznym (materialnym). Sztuka przypomina trochę wiersz Cz. Miłosza „Piosenka  końcu świata” opowiedzianyw języku i stylu charakterystycznym dla S. Mrożka i M. Białoszewskiego.

Rozumienie przychodzi tutaj poprzez czucie, odczuwanie, emocje. Sztuka koncentruje się na wprowadzeniu odbiorcy w określony stan emocjonalnyza pomocą światła,dźwięku i słowa – mamy zrozumiałe, uporządkowane wypowiedzii poszatkowane zdania. Pewne słowa i frazy powtarzają się. Zdaje się, że czasem słyszymy wyrzucane z siebie naprędce słowotoki, którym towarzyszy nagła wolta tematyczna, zupełnie jak w strumieniu świadomości.Mamy chóralne recytacje i pojedynczo wygłaszane frazy dające efekt echa - nie wiadomo, skąd pochodzi dźwięk, szumi, skrada się do widza. Aktorzy znakomicie operują swoim głosem w skali od szeptu do wrzasku, modulują dźwięki, bawią się tonem i akcentem. Przelewają emocje w wypowiadane słowa.

Efekty wizualne potęgują warstwę dźwiękową – światło raz jest rozproszone, a raz skupione na jednym punkcie. Oślepia lub miękko odsuwa mrok. Jest nieruchome lub pulsuje. Operator świateł – Paweł Bujak, wraz z reżyserem, wykonali świetną pracę pod tym względem.Kolory świateł kontrastują z surową i monochromatyczną sceną – jest czarna i pusta. Czerń mamy również w strojach aktorów, aby nie rozpraszać widza od tego, co istotne.Jedynym wyłomem były czerwone rękawiczki i czerwona sukienka. Czerwień symboliczna – ogień, krew, energia. Ascetyczność przejawiała się także w scenografii i rekwizytach scenicznych: kilka świec, naczynie z popiołem i kopiec ziemi.

Trud reżysera i aktorów zaowocował poruszającym przedstawieniem, udowodnili bowiem, że da się rozumieć emocjami, czyli czymś pozornie abstrakcyjnym, nielogicznym; czymś pierwotnym i archetypowym. Emocje nie używają analizy do pojmowania świata, tłumaczenia kwestii egzystencjalnych – to czysto syntetyczne poznanie. Publiczność potwierdziła to owacjami na stojąco i pospiesznie ocieranymi łzami.

Tekst i zdjęcia: Sandomierskie Centrum Kultury


Wrzesień 2026
Pon Wt Śr Czw Pt Sb Nie
31 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 1 2 3 4